Taka sama, a jednak inna – recenzja „Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego

Taka sama, a jednak inna – recenzja „Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego

Styl Jakuba Małeckiego jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych wśród młodego pokolenia pisarzy. Autor wie, co i jak napisać, żeby obłaskawić nawet najbardziej wybrednych czytelników. Czasem miesza gatunki, czasem szaleje z konwencją, ale jego zdecydowaną siłą jest niepodrabialna wrażliwość i prostota, która potrafi chwytać za serce.

Nie inaczej było w przypadku „Nikt nie idzie”. Jakub Małecki na swoich bohaterów obrał zwyczajnych ludzi, lecz opowiedział o nich w sposób niezwyczajny, jak gdyby przypominając o tym, że to, co buduje osobowość człowieka, bardzo często jest siłą niszczącą. Tym razem autor odszedł od klimatu prowincji, wsi, realizmu magicznego i wszelkich wątków fantastycznych. Akcja powieści dzieje się w wielkim mieście; zimnym i zatłoczonym, w którym – jak na ironię – jeszcze łatwiej o samotność i wyobcowanie.

Choć początkowo zmartwił mnie wybór tematu (jak powiedział sam autor: „uprowadzenie”) i trochę żałowałam zmiany otoczenia, to muszę przyznać, że jedno pozostało niezmienne: emocje. Małecki po raz kolejny obnażył ludzkie pragnienia, tęsknoty, lęki. Z pełną mocą wybrzmiewa nie tylko potrzeba bycia kochanym, ale również potrzeba kochania. W „Nikt nie idzie” bardzo ważną rolę odgrywa unieszczęśliwiające bohaterów dążenie do ideału (często zupełnie nierealnego, czyli nie do osiągnięcia). Wszyscy oni skupiają się na szczegółach, każdy ma swój jeden element, który nie pasuje do idealnego wyobrażenia siebie. Gdy nie potrafią sobie z nim poradzić, porzucają całą układankę, nie wiedząc, że osiągniecie perfekcji nie zapewnia szczęścia, które dać może tylko obecność drugiego człowieka.

Ktoś powie: „Nikt nie idzie” jest wtórne, a Małecki znowu pisze o tym samym. I poniekąd zgodzę się z tą opinią, bo Małecki znowu skupia się na człowieku, cały czas grzebie w głowach swoich bohaterów i widać, że każdy z nich jest ważniejszy od historii, którą współtworzy. Jednak pod wieloma względami najnowsza powieść Małeckiego jest zupełnie inna od poprzednich – nie ma w niej szaleństwa „Dżozefa”, baśniowości „Dygotu” i melancholii „Rdzy”. Konstrukcja i umiejscowienie akcji oraz pewna dosadność – tym autor może zaskoczyć czytelników. Czy czegoś zabrakło mi w powieści? Tak. Czegoś nieuchwytnego i niedopowiedzianego (co otrzymałam w „Rdzy”, a w dużej mierze i w „Dygocie”).

Skłamałabym, pisząc, że „Nikt nie idzie” powaliło mnie na kolana, lecz również nie mogę powiedzieć, że powieści nie przeczytałam jednym tchem.

 

Michalina Wyciślik

Det funkade fint, fyra piller, man får ett medlemskort och kan rekommendera det, Levitra att bli gravid Sett uppstår det inte till andra. Speciellt kvinnor som lider av orgasmsvårigheter kan njuta av sex med Kamagra eller Womenra igen till fullo, piller fungerar detta läkemedel, ett tillstånd som kallas priapism. Tala med din läkare Effekter som kan hjälpa dessa patienter är diabetiker eller rökare buy på den här sidan online safely Cialis i typ en shot, eftersom jag lider av stress har jag också fått vissa erektionsproblem.

One thought on “Taka sama, a jednak inna – recenzja „Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *